Jak naprawdę pomóc mamie?

Dodaj komentarz

Pomoc gospodyni (zwłaszcza dużego) domu uważam za rzecz bardzo niełatwą. Często trudno takiej dogodzić, sama wie i umie wszystko najlepiej, natomiast nie umie o pomoc prosić, a zapytana najczęściej odpowie, że da sobie radę. I pewnie najczęściej będzie miała rację. Wiem, bo sama taka jestem, choć staram się nie być. Po pierwsze, dlatego że ten, kto pomaga, daje cząstkę siebie i należy to docenić. Po drugie, trochę pokory! Inni też umieją to i owo 😉 Po trzecie, dzieci powinny pomagać w domu, wyjdzie im to tylko na dobre. Istnieje jednak pewien dla mnie fenomen w postaci sytuacji, kiedy naprawdę się jest w potrzebie, a udzielana pomoc jest niewystarczająca. Mam na myśli sytuacje takie jak choroba lub dajmy na to połóg, zwłaszcza po cesarce. Otóż, pomocnicy są i pomoc jest okazywana, jednak wspomagana nie czuje się „wspomożona”, i choć tym razem jest gotowa poprosić, nie bardzo jej to wychodzi…

Zastanawiając się nad tym, w czym tkwi problem, przypomniałam sobie następujące zdarzenie. Wiele lat temu gościliśmy na Wigilię u byłej już dla mnie teściowej. Ludzi było sporo, więc każdy dostał jakieś zadanie. Mnie wypadło smażyć karpia. Tzn. góry karpia, ale… to była najłatwiejsza dla mnie Wigilia od momentu, kiedy zaczęłam prowadzić dom. Nie żebym uwielbiała smażyć, ani też nie byłam wtedy jakimś w tym wirtuozem, i nie poszło zbyt szybko. Jednak nie to było najważniejsze. Najwspanialsze było to, że moja odpowiedzialność ograniczała się do tej jednej rzeczy i nic innego nie miałam na głowie! Nie musiałam pilnować wszystkiego i gorączkowo się zastanawiać, czy o czymś nie zapomniałam. Miałam usmażyć na czas tego karpia – the end!

Jaki z tego płynie wniosek? A no taki, że najbardziej ciąży nie wykonywanie poszczególnych zadań, tylko odpowiedzialność za nie wszystkie. Zatem drogie starsze dzieci, drodzy mężowie, jeśli naprawdę chcecie pomóc, nie czekajcie, aż zostaniecie poproszeni. Ani nie pytajcie, co w tej chwili jest do zrobienia. Bo do zrobienia jest tyle, że samo wyliczenie będzie męczące. Zamiast tego weźcie na siebie odpowiedzialność za coś konkretnego i pilnujcie tego konsekwentnie. Chcesz, bym się zajęła praniem? Tak? Ok, to parę informacji – jak często, w jakim proszku, gdzie powiesić, jak poskładać, co uprasować, gdzie odłożyć – i działamy dalej bez przypominania. Kiedy kobieta zauważy, że nie musi już o tym myśleć, poczuje niesamowitą ulgę i na pewno doceni, gwarantuję!

A co z młodszymi dziećmi? Takimi, które już coś potrafią, ale trzeba im wciąż przypominać (jak mój 8latek)? Myślę, że takie dzieci powinnyśmy zacząć uczyć pamiętania o obowiązkach i pomaganiu jak najwcześniej. Ja stosuję system pomocy wizualnych, który naprawdę działa, nie jest uciążliwy dla mamy i dobrze motywuje dziecko. Poniżej nasz podstawowy szablon pobrany stąd, ale mamy też kilka mniejszych – o zastosowaniu ich wszystkich będzie jeden z następnych wpisów.

Pomagajcie i doceniajcie pomoc! 🙂

P.S. Jeśli naprawdę szybko potrzebujesz zrobienia czegoś konkretnego, a chętnych brak, zastosuj następujący „chwyt”: daj do wyboru 2 zadania – jedno, które chcesz mieć szybko zrobione, i drugie, którego dana osoba nie znosi. Jeśli potrzebujesz błyskawicznego obrania ziemniaków, powiedz dziecku, które nie znosi zmywać: „Wolisz obrać ziemniaki czy pozmywać naczynia?” Efekt murowany 🙂

Reklamy

Elastyczny system zarządzania czasem „NIEenergicznej mamy”

Dodaj komentarz

Systemów zarządzania czasem jest bardzo wiele i wszystkie mają swoje wady i zalety. Uważam, że lepsze od ślepego trzymania się któregoś z nich jest dobieranie poszczególnych elementów i ich wpasowywanie do własnego systemu i własnej wyjątkowej sytuacji życiowej, niezależnie od tego, czy jest się mamą, czy nie, czy się pracuje w domu czy poza domem.

Poniżej przedstawiam system autorstwa Eugenii Jemieljanowej, która sama się przedstawia jako „mama NIEenergiczna” – inspiracja pochodzi stąd (j. rosyjski), natomiast wszystkie rozważania są moje własne.

Myślę, że wiele kobiet spotkało się chociaż raz w życiu z okresem braku energii, kiedy samo wstanie z łóżka wydaje się wyczynem ponad siły. Jednak dzieci czegoś takiego nie uznają i każda mama wie, że taki mały motywator (albo ich większa liczba) sprawia, że musisz i już. Dla takich właśnie sytuacji Eugenia wymyśliła system planowania działań, który przede wszystkim ma być elastyczny. Działania dzielimy na 7 dni tygodnia tematycznie, jednak żaden z takich dni nie musi być konkretnym dniem tygodnia, oprócz niedzieli, która jest na stałe przywiązana do rodziny, przyjemności, a także spraw wiary, jeśli kogoś to dotyczy. Zatem mamy 6 tematycznych dni, które można zamieniać miejscami w zależności od samopoczucia:

  • Dzień czystości,
  • Dzień piękności,
  • Dzień dużych projektów i spraw odłożonych,
  • 3 Dni gotowania (gotuje się danego dnia na 2 dni),
  • oraz Dzień dla duszy (niedziela).

Działania rutynowe są włączone w każdy dzień, ponieważ są rutynowe 🙂

  1. Dzień czystości to dzień, kiedy mamy najwięcej energii. Mamom, które mają maluchy cały czas przy sobie, polecam angażowanie w proces sprzątania nawet najmłodszych. Ma to mnóstwo zalet. Niemowlak w chuście wtuli się w mamę i nie będzie musiała co chwila go uspokajać. Własne miotełka i szufelka zachwycą zarówno dziecko 7-8 miesięczne, 1- 1,5 roczne, jak i dwulatka. Dwulatek zresztą będzie chciał też odkurzać, wycierać kurze i podawać pranie. Starsze dzieci mogą (i moim zdaniem powinny) już mieć stałe obowiązki, ale to osobny temat. Może się też zdarzyć, że akurat tego dnia dziecko nie ma ochoty na sprzątanie. Miejmy wtedy w zanadrzu jego ulubione nagrania (polecam powrót do słuchowisk np. nigdy nie nudzący nam się cykl „Bajki Samograjki” – patrz video pod wpisem) albo zabawki, z którymi nieczęsto ma do czynienia. Owszem, maluch będzie też pewnie rozwalać to, co przed chwilą zrobiłaś, ale najlepiej potraktować to jako ćwiczenie cierpliwości, a zamiast audio dla dziecka można włączyć sprawdzoną muzykę, która zawsze poprawia Ci humor. Sprawdzi się tutaj również przenośny odtwarzacz, który w przeciwieństwie do nowoczesnych gadżetów nie będzie kusił sieciami społecznościowymi i pozwoli pozostać skupioną na wytyczonych zadaniach.

  2. Dzień piękności własnej i domu należy do tych z kategorii mniej męczących. Zadbaj o siebie, naprawiaj zabawki, książki i/lub ubrania, zajmij się tworzeniem ozdób itd. Pamiętaj o zajęciu malucha podobnymi sprawami i o wariancie B, jeśli nie będzie miał ochoty rysować czy lepić.

  3. Dzień dużych projektów i spraw odłożonych może zawierać wszelkie zadania do załatwienia poza domem, a także większe prace domowe, jak mycie okien, rozmrażanie lodówki itp., jest więc dniem bardziej wymagającym.

  4. Dni gotowania powinny być umieszczone pomiędzy dniami o innej tematyce, wtedy system gotowania od razu na 2 dni będzie miał sens. Autorka zalicza do tych dni również niezbędne zakupy, ja jednak jestem zwolenniczką planowania menu na cały tydzień i robienia zakupów raz w tygodniu, np. wtedy kiedy inni dorośli domownicy mogą nam w tym pomóc, albo i wyręczyć. Od męża często słyszę o panach chodzących po supermarketach z listami zakupów i skupieniem na twarzach – wspaniały trend 🙂 Na dzień takich zakupów najlogiczniej wybrać sobotę. Ja robię rano plan menu i listę rzeczy do kupienia, którą wręczam potem mężowi lub starszemu synowi, i załatwione.

  5. Dzień dla duszy – niedziela: odpoczywaj, angażuj rodzinę do wspólnych zabaw i zajęć, które sprawiają przyjemność. Spędźcie ten czas naprawdę razem, a nie każde z własnym gadżetem.

Myślę, że system jest całkiem przyjemny, zwłaszcza dzień piękności, kiedy bez wyrzutów sumienia można odpocząć w środku tygodnia. Zachęcam do wypróbowania! I jeszcze raz powtórzę: nie kopiujmy całego systemu, wyobraźmy, co u nas zadziała, a co nie, i wybierzmy to pierwsze.

A oto obiecana Bajka Samograjka (jedna z kilku dostępnych) – moje dzieci ją kochają:

Leksykon kulinarny

1 komentarz

Uwielbiam języki. Jeszcze bardziej kocham odkrywać podobieństwa i różnice między językami podobnymi. Znając kilka języków słowiańskich – w moim przypadku to białoruski, rosyjski i polski, a także bierna znajomość ukraińskiego – można w pełni odkrywać ich bogactwo i różnorodność, doszukiwać się wzorów, domyślać się pochodzenia, będąc częścią tak różnych i tak podobnych kultur. Zadawać pytania. Dlaczego np. znajomość rosyjskiego lub białoruskiego jest pomocna w odróżnianiu polskich ż/rz lub ó/u w pisowni?.. Inna strona tego samego medalu to angielski i francuski. Trudna francuska gramatyka zniechęciła mnie kiedyś, niestety, do zgłębiania tajników tego języka, ale angielski rzucił na nią tyle światła! Poza tym, znając angielski, wciąż odkrywam nowe francuskie słowa, wspólne dla obu języków.

Uwielbiam kuchnię. Może nie zmywanie i sprzątanie, ale całą resztę z nią związaną (łącznie z efektami, które dają zmywanie i sprzątanie). Teoria czy praktyka, metody czy urządzenia – wszystko to jest jak przedsmak cudownej przygody, egzotycznej podróży, która mi się marzy. Praktyka wymaga pieniędzy, wiadomo. Teoria rozwija wyobraźnię, a tam nie ma ograniczeń.

Chcę to połączyć. Języki i kuchnię. Ileż to razy znając doskonale polskie nazwy przypraw, nie mogłam je przekazać po rosyjsku czy białorusku, choćby z tego powodu, że kiedy 21 lat temu wyjeżdżałam z Białorusi, niektórych rzeczy tam zwyczajnie jeszcze nie znano w szerokich kręgach! Ile z kolei razy było mi wstyd – głównie przed sobą 😉 – że tłumacz i nauczyciel angielskiego nie ma pojęcia jak to będzie po angielsku! A ile razy każde z nas, słysząc nazwę we własnym języku, nie miało pojęcia o co chodzi, mając tylko mgliste wyobrażenie, że chodzi o kuchnię?

Postanowiłam więc stworzyć polsko-angielsko-francusko-rosyjsko-białoruski leksykon kulinarny, w którym znajdą się te wszystkie cudowne określenia interesujące mnie jako takie, czy w którymś z tych języków. Czuję, że będzie to dla mnie łączenie przyjemnego z pożytecznym. Jeśli znajdzie się również ktoś inny, kto z tego skorzysta – będzie cudownie!.. 🙂

A tutaj mój pierwszy wpis do leksykonu.

Żeby tak mi się chciało, jak nie chce…

Dodaj komentarz

3 krótkie ciekawe prezentację na temat motywowania się do pracy.

Uwaga dla tych, co muszą zająć się tak prozaicznymi rzeczami, jak sprzątanie czy prasowanie – nie trzeba tego oglądać, wystarczy wysłuchać.

No i najważniejsze – samo wysłuchanie, przeczytanie, obejrzenie nigdy nie działa. Trzeba zacząć to wszystko stosować! Ta ostatnia uwaga jest skierowana również  do mnie 🙂

%d blogerów lubi to: