Jak naprawdę pomóc mamie?

1 komentarz

Pomoc gospodyni (zwłaszcza dużego) domu uważam za rzecz bardzo niełatwą. Często trudno takiej dogodzić, sama wie i umie wszystko najlepiej, natomiast nie umie o pomoc prosić, a zapytana najczęściej odpowie, że da sobie radę. I pewnie najczęściej będzie miała rację. Wiem, bo sama taka jestem, choć staram się nie być. Po pierwsze, dlatego że ten, kto pomaga, daje cząstkę siebie i należy to docenić. Po drugie, trochę pokory! Inni też umieją to i owo 😉 Po trzecie, dzieci powinny pomagać w domu, wyjdzie im to tylko na dobre. Istnieje jednak pewien dla mnie fenomen w postaci sytuacji, kiedy naprawdę się jest w potrzebie, a udzielana pomoc jest niewystarczająca. Mam na myśli sytuacje takie jak choroba lub dajmy na to połóg, zwłaszcza po cesarce. Otóż, pomocnicy są i pomoc jest okazywana, jednak wspomagana nie czuje się „wspomożona”, i choć tym razem jest gotowa poprosić, nie bardzo jej to wychodzi…

Zastanawiając się nad tym, w czym tkwi problem, przypomniałam sobie następujące zdarzenie. Wiele lat temu gościliśmy na Wigilię u byłej już dla mnie teściowej. Ludzi było sporo, więc każdy dostał jakieś zadanie. Mnie wypadło smażyć karpia. Tzn. góry karpia, ale… to była najłatwiejsza dla mnie Wigilia od momentu, kiedy zaczęłam prowadzić dom. Nie żebym uwielbiała smażyć, ani też nie byłam wtedy jakimś w tym wirtuozem, i nie poszło zbyt szybko. Jednak nie to było najważniejsze. Najwspanialsze było to, że moja odpowiedzialność ograniczała się do tej jednej rzeczy i nic innego nie miałam na głowie! Nie musiałam pilnować wszystkiego i gorączkowo się zastanawiać, czy o czymś nie zapomniałam. Miałam usmażyć na czas tego karpia – the end!

Jaki z tego płynie wniosek? A no taki, że najbardziej ciąży nie wykonywanie poszczególnych zadań, tylko odpowiedzialność za nie wszystkie. Zatem drogie starsze dzieci, drodzy mężowie, jeśli naprawdę chcecie pomóc, nie czekajcie, aż zostaniecie poproszeni. Ani nie pytajcie, co w tej chwili jest do zrobienia. Bo do zrobienia jest tyle, że samo wyliczenie będzie męczące. Zamiast tego weźcie na siebie odpowiedzialność za coś konkretnego i pilnujcie tego konsekwentnie. Chcesz, bym się zajęła praniem? Tak? Ok, to parę informacji – jak często, w jakim proszku, gdzie powiesić, jak poskładać, co uprasować, gdzie odłożyć – i działamy dalej bez przypominania. Kiedy kobieta zauważy, że nie musi już o tym myśleć, poczuje niesamowitą ulgę i na pewno doceni, gwarantuję!

A co z młodszymi dziećmi? Takimi, które już coś potrafią, ale trzeba im wciąż przypominać (jak mój 8latek)? Myślę, że takie dzieci powinnyśmy zacząć uczyć pamiętania o obowiązkach i pomaganiu jak najwcześniej. Ja stosuję system pomocy wizualnych, który naprawdę działa, nie jest uciążliwy dla mamy i dobrze motywuje dziecko. Poniżej nasz podstawowy szablon pobrany stąd, ale mamy też kilka mniejszych – o zastosowaniu ich wszystkich będzie jeden z następnych wpisów.

Pomagajcie i doceniajcie pomoc! 🙂

P.S. Jeśli naprawdę szybko potrzebujesz zrobienia czegoś konkretnego, a chętnych brak, zastosuj następujący „chwyt”: daj do wyboru 2 zadania – jedno, które chcesz mieć szybko zrobione, i drugie, którego dana osoba nie znosi. Jeśli potrzebujesz błyskawicznego obrania ziemniaków, powiedz dziecku, które nie znosi zmywać: „Wolisz obrać ziemniaki czy pozmywać naczynia?” Efekt murowany 🙂

Reklamy

Elastyczny system zarządzania czasem „NIEenergicznej mamy”

Dodaj komentarz

Systemów zarządzania czasem jest bardzo wiele i wszystkie mają swoje wady i zalety. Uważam, że lepsze od ślepego trzymania się któregoś z nich jest dobieranie poszczególnych elementów i ich wpasowywanie do własnego systemu i własnej wyjątkowej sytuacji życiowej, niezależnie od tego, czy jest się mamą, czy nie, czy się pracuje w domu czy poza domem.

Poniżej przedstawiam system autorstwa Eugenii Jemieljanowej, która sama się przedstawia jako „mama NIEenergiczna” – inspiracja pochodzi stąd (j. rosyjski), natomiast wszystkie rozważania są moje własne.

Myślę, że wiele kobiet spotkało się chociaż raz w życiu z okresem braku energii, kiedy samo wstanie z łóżka wydaje się wyczynem ponad siły. Jednak dzieci czegoś takiego nie uznają i każda mama wie, że taki mały motywator (albo ich większa liczba) sprawia, że musisz i już. Dla takich właśnie sytuacji Eugenia wymyśliła system planowania działań, który przede wszystkim ma być elastyczny. Działania dzielimy na 7 dni tygodnia tematycznie, jednak żaden z takich dni nie musi być konkretnym dniem tygodnia, oprócz niedzieli, która jest na stałe przywiązana do rodziny, przyjemności, a także spraw wiary, jeśli kogoś to dotyczy. Zatem mamy 6 tematycznych dni, które można zamieniać miejscami w zależności od samopoczucia:

  • Dzień czystości,
  • Dzień piękności,
  • Dzień dużych projektów i spraw odłożonych,
  • 3 Dni gotowania (gotuje się danego dnia na 2 dni),
  • oraz Dzień dla duszy (niedziela).

Działania rutynowe są włączone w każdy dzień, ponieważ są rutynowe 🙂

  1. Dzień czystości to dzień, kiedy mamy najwięcej energii. Mamom, które mają maluchy cały czas przy sobie, polecam angażowanie w proces sprzątania nawet najmłodszych. Ma to mnóstwo zalet. Niemowlak w chuście wtuli się w mamę i nie będzie musiała co chwila go uspokajać. Własne miotełka i szufelka zachwycą zarówno dziecko 7-8 miesięczne, 1- 1,5 roczne, jak i dwulatka. Dwulatek zresztą będzie chciał też odkurzać, wycierać kurze i podawać pranie. Starsze dzieci mogą (i moim zdaniem powinny) już mieć stałe obowiązki, ale to osobny temat. Może się też zdarzyć, że akurat tego dnia dziecko nie ma ochoty na sprzątanie. Miejmy wtedy w zanadrzu jego ulubione nagrania (polecam powrót do słuchowisk np. nigdy nie nudzący nam się cykl „Bajki Samograjki” – patrz video pod wpisem) albo zabawki, z którymi nieczęsto ma do czynienia. Owszem, maluch będzie też pewnie rozwalać to, co przed chwilą zrobiłaś, ale najlepiej potraktować to jako ćwiczenie cierpliwości, a zamiast audio dla dziecka można włączyć sprawdzoną muzykę, która zawsze poprawia Ci humor. Sprawdzi się tutaj również przenośny odtwarzacz, który w przeciwieństwie do nowoczesnych gadżetów nie będzie kusił sieciami społecznościowymi i pozwoli pozostać skupioną na wytyczonych zadaniach.

  2. Dzień piękności własnej i domu należy do tych z kategorii mniej męczących. Zadbaj o siebie, naprawiaj zabawki, książki i/lub ubrania, zajmij się tworzeniem ozdób itd. Pamiętaj o zajęciu malucha podobnymi sprawami i o wariancie B, jeśli nie będzie miał ochoty rysować czy lepić.

  3. Dzień dużych projektów i spraw odłożonych może zawierać wszelkie zadania do załatwienia poza domem, a także większe prace domowe, jak mycie okien, rozmrażanie lodówki itp., jest więc dniem bardziej wymagającym.

  4. Dni gotowania powinny być umieszczone pomiędzy dniami o innej tematyce, wtedy system gotowania od razu na 2 dni będzie miał sens. Autorka zalicza do tych dni również niezbędne zakupy, ja jednak jestem zwolenniczką planowania menu na cały tydzień i robienia zakupów raz w tygodniu, np. wtedy kiedy inni dorośli domownicy mogą nam w tym pomóc, albo i wyręczyć. Od męża często słyszę o panach chodzących po supermarketach z listami zakupów i skupieniem na twarzach – wspaniały trend 🙂 Na dzień takich zakupów najlogiczniej wybrać sobotę. Ja robię rano plan menu i listę rzeczy do kupienia, którą wręczam potem mężowi lub starszemu synowi, i załatwione.

  5. Dzień dla duszy – niedziela: odpoczywaj, angażuj rodzinę do wspólnych zabaw i zajęć, które sprawiają przyjemność. Spędźcie ten czas naprawdę razem, a nie każde z własnym gadżetem.

Myślę, że system jest całkiem przyjemny, zwłaszcza dzień piękności, kiedy bez wyrzutów sumienia można odpocząć w środku tygodnia. Zachęcam do wypróbowania! I jeszcze raz powtórzę: nie kopiujmy całego systemu, wyobraźmy, co u nas zadziała, a co nie, i wybierzmy to pierwsze.

A oto obiecana Bajka Samograjka (jedna z kilku dostępnych) – moje dzieci ją kochają:

Banalnie proste muffinki z żurawiną

Dodaj komentarz

 

Składniki:

2 szkl. mąki
1/2 szkl. cukru
3 łyżeczki proszku do pieczenia
1 łyżeczka startej skórki cytryny
1/2 łyżeczki soli
1/2 szkl. rodzynek/żurawiny/dowolnych jagód
3/4 szkł. mleka
1 jajko
1/3 szkl. oleju

Wymieszać, rozlać do wysmarowanych olejem foremek, piec przez 20 min  w temp. 200 stopni.

P.S. W filmiku ‚patent’ na brak foremek.

 

Jednogarnkowe wiejskie danie dla mięsożerców – szybkie, tanie i dziecinnie proste

Dodaj komentarz

Jeśli macie w domu mięsożerców (zalicza się do nich najczęściej męską część rodziny, choć kobiety często też, ja przykładem), a zabrakło nagle czasu/pieniędzy/siły (*niepotrzebne skreślić albo i nie), to może być obiadowe wyjście awaryjne: jednogarnkowe danie z żeberek wieprzowych.

Składniki:

  • surowe żeberka wieprzowe pokrojone na porcje
  • obrane ziemniaki
  • obrane i przekrojone w poprzek na 2-3 części marchewki (nie za dużo, żeby danie nie stało się zbyt słodkie)

I w sumie to tyle, trzeba tylko zalać wodą (tak żeby ledwo przykrywała składniki), przyprawić i dusić na średnim ogniu ok. 1-1,5 godziny.

WP_000491

W tym czasie nie są wymagane żadne dodatkowe czynności, danie gotuje się samo. Dodatkowo nie obieram do tego dania młodych ziemniaków, ani marchewki, wystarczy warzywa przepłukać. Po ugotowaniu podajemy bez sosu lub z jego odrobiną – wszystko i tak jest super soczyste, a do tego musztarda lub chrzan.

WP_000499

W kwestii przyprawiania, to każdy robi tak, jak lubi. Ktoś doda kostki i będzie ok, ktoś czegoś dosypie, ktoś doda czegoś zielonego. Ja od niedawna preferuję bukiet garni, bo nie przeszkadzają potem żadne ‚paprochy’.

Moja wersja bukietu garni do tego dania:

  1. Pęczek ze świeżych pietruszki i szczypiorku z ogródka + liść laurowy.
    WP_000477
  2. Woreczek z ząbkiem czosnku oraz ziarnami pieprzu, jałowca i ziela angielskiego.
    WP_000480     WP_000483
  3. Wszystko przed podaniem wyjmujemy i danie jest „czyściutkie”, a aromatyczne 🙂 Smacznego!!!

Pinterest – twoje linki zawsze pod ręką

Dodaj komentarz

Nowe (dla mnie) super narzędzie do tworzenia biblioteki linków do stron, gdzie planujemy wrócić. Wszystko segregujemy na tematycznych półkach. Zastąpi z powodzeniem dodawanie linków do ‚ulubionych’, które znikało wraz z przeinstalowaniem systemu i było dostępne tylko z danego komputera. Teraz stawia się na dostęp do danych z dowolnego miejsca/urządzenia więc to jest TO.

https://www.pinterest.com

Poza tym można dodać przycisk do przeglądarki i dodawać piny jednym kliknięciem, wtedy same się podpisują. Posiadacze nowej opery mogą znaleźć pomoc (po ang.) tu: http://www.techmesto.com/install-extensions-chrome-web-store-opera/

Można zapraszać znajomych i śledzić ich piny.

Jedyny mankament: musi być na stronie jakieś zdjęcie, żeby można było ją przypiąć.  Ale nawet filmy z youtube w większości przypiąć się da 🙂

Moje piny: https://www.pinterest.com/wwdabrylka/

pinterest

Problemy ze snem

Dodaj komentarz

Wpisałam w Google „problemy ze snem” i otrzymałam około 2,820,000 wyników w 0,31 sekundy. Nie trzeba zagłębiać się w badania statystyczne, żeby stwierdzić, że problemy te występują nader często. Kto z nas nie miewał dość, przekręcając się z boku na bok przez kilka godzin? Lub budząc się w nocy po kilka razy? A to, co następuje rano, to istny koszmar! Ile to razy marzyłam, by móc spać kilka godzin, wstawać o 5 rano i być pełna sił i ochoty do walki z codziennością! Zamiast tego często wstaję „połamana”, nieprzytomna i zła, że to już poranek.

Chcąc poprawić jakość swojego snu i surfując po Internecie, natrafiłam na kilka rzeczy na ten temat, czyli:

1. Test „Ocena snu”. Moja diagnoza to: „Potrzebne będą zmiany. Jeśli możesz, porusz ten problem przy okazji następnej wizyty u lekarza”. Ale lekarz odpada.

2. Kilka porad, jak zwiększyć produktywność i zaczynać dzień o 5 rano. Hmm, ile to już razy przenosiłam budzik gdzieś dalej od łóżka. Co to dało? A no tyle, ze w ogóle go nie słyszałam! I to niezależnie od ustawionej melodyjki. Pewnie, taki ze mnie ciężki przypadek, i tym radom nic nie ujmuję! 🙂

3. Pewien sposób na szybkie wysypianie się i szybkie wstawanie, który polega na tym, żeby spać bez kołdry i poduszek, bez różnych ‚fajnych’ rzeczy obok łóżka, tzn. na sprawieniu, by nasze łóżko stało się miejscem, w którym nie chcemy zostać po porannym przebudzeniu. Trzeba spróbować przez np. 7 dni, ponieważ pojedyncza próba nie zadziała. Jednak moje łóżko to nic szczególnego, zwłaszcza kiedy w nocy wgramoli się dodatkowa mała osóbka…

4. Książkę „Sztuka spania i wstawania” wydawnictwa Złote Myśli, dostępną w wersji pdf, mp3, CD i tej zwykłej, książkowej. Książka ta ma bardzo przychylne opinie klientów wydawnictwa i znajduje się na 3 miejscu na liście bestsellerów. I o jej treści zasadniczo będzie ten wpis.

Darmowy fragment

W swojej publikacji Mateusz Karbowski przedstawia rozwiązania 2 pospolitych problemów trapiących ludzi. Brzmią one następująco:
1. „Nic mi się nie chce”.
2. „Nie mam czasu”.

Autor twierdzi, że przyczyną pierwszego problemu może być brak energii, czyli nadawanie na niskich obrotach, do którego przyzwyczaił się organizm (a którego przyczyną mogą być zaburzenia snu), zaś drugiego – nadmiar czasu spędzonego w łóżku.
Sam Mateusz Karbowski jeszcze rok przed napisaniem tej książki spał od 2:00 w nocy do 12:00 w południe plus ucinał sobie 2-godzinną drzemkę w ciągu dnia. Zmiana przyzwyczajeń przy pomocy stosowania się do pewnych reguł pozwoliła mu na ograniczenie czasu snu do 6 godzin dziennie, co – paradoksalnie – zwiększyło jego energię w ciągu dnia. Jego „Sztuka spania i wstawania” to przede wszystkim rozprawienie się z mitami, którym hołduje większość osób. Oto one:
1. „Powinno się spać co najmniej 8 godzin dziennie.” Otóż autor twierdzi, ze w zupełności wystarczy spać przez 6 godzin dziennie, gdyż liczy się nie ilość snu, tylko jego jakość. Poza tym, ludzie śpiący krócej, niż 8 godzin, żyją dłużej.
2. „Zawsze tyle spałem i nie zmienię tego.” Przykład samego autora skutecznie obala ten mit. Nikt nie rodzi się śpiochem.
3. „Sen to strata czasu.” Deprywacja snu to kolejna skrajność, jak każda skrajność niezdrowa, gdyż prowadzi do nadmiernej pobudliwości, nerwowości, ciągłego stresu, a jej skutkiem może być uszczerbek na zdrowiu, np. zawał.
4. „Sen to ucieczka.” Skoro chcemy uciekać, to widocznie mamy jakieś problemy i należy poszukać ich źródeł. Często taka postawa bywa związana ze stanami depresyjnymi.
5. „Sen to nagroda.” Przede wszystkim, sen to coś naturalnego. Traktowanie go jako nagrody powoduje uzależnienie się mózgu od spania, co z kolei sprawia, że w czasie czuwania jest się osowiałym. Poza tym, nagroda taka stosowana np. raz w tygodniu, w weekend („przecież to mi się należy po ciężkiej pracy!”) skutecznie rozreguluje wypracowany rytm spania, a więc będzie miała niekorzystny wpływ na spanie w ciągu tygodnia.
6. „Sen jest ważniejszy od relaksu.” Kolejny błąd, gdyż np. przy bezsenności najczęściej wystarczy się zrelaksować, a sen przyjdzie sam.

Więcej

Niedługo Wielkanoc…

Dodaj komentarz

… i jako mama domu jestem przerażona, jak szybko ten czas ucieka. Wiosenne porządki wciąż nie zaczęte, a dodatkowo wczoraj ostatecznie stwierdzono alergię na roztocza u średniego syna, więc albo żegnajcie dywany, firanki i pluszaki, albo będę musiała wciąż prać i czyścić. Moim stałym sposobem na przedświąteczne sprzątanie jest policzenie ile dni – roboczych! – zostało do świąt i podzielenie tej ilości przez ilość pomieszczeń, gdzie muszę posprzątać. W ten sposób mam szczegółowy plan, co i kiedy należy zrobić. Przed Wielkanocą należy jeszcze pamiętać o palemkach dla dzieci – Niedziela Palmowa zawsze nadchodzi znienacka!  No i kartki, chodź ostatnimi laty często się ograniczam do smsów, gg, nk, fb i maili. No i rzeżucha, że o zakupach nie wspomnę. W porównaniu do powyższego gotowanie jest przyjemnością. W tym roku mam pomysł, by ozdobić jajka w jakiś nietypowy sposób, np. można kupić jaja plastikowe lub ze styropianu o tutaj: http://www.wena-design.pl/oferta.html , ale pewnie z braku czasu pozostanie to w dziedzinie fantazji – tam, gdzie jestem idealną matką, żoną i pracownicą 😉

%d blogerów lubi to: