Pinterest – twoje linki zawsze pod ręką

Dodaj komentarz

Nowe (dla mnie) super narzędzie do tworzenia biblioteki linków do stron, gdzie planujemy wrócić. Wszystko segregujemy na tematycznych półkach. Zastąpi z powodzeniem dodawanie linków do ‚ulubionych’, które znikało wraz z przeinstalowaniem systemu i było dostępne tylko z danego komputera. Teraz stawia się na dostęp do danych z dowolnego miejsca/urządzenia więc to jest TO.

https://www.pinterest.com

Poza tym można dodać przycisk do przeglądarki i dodawać piny jednym kliknięciem, wtedy same się podpisują. Posiadacze nowej opery mogą znaleźć pomoc (po ang.) tu: http://www.techmesto.com/install-extensions-chrome-web-store-opera/

Można zapraszać znajomych i śledzić ich piny.

Jedyny mankament: musi być na stronie jakieś zdjęcie, żeby można było ją przypiąć.  Ale nawet filmy z youtube w większości przypiąć się da 🙂

Moje piny: https://www.pinterest.com/wwdabrylka/

pinterest

Reklamy

Nowy początek (czy początek nie zawsze jest nowy?)

1 komentarz

Blogi prowadzę od prawie 3 lat. Po urodzeniu trzeciego dziecka nie wróciłam do pracy w szkole. Nie za bardzo mogłam, ale też nie chciałam. Przepracowałam tam 6 lat, zaczynając jeszcze na 3 roku studiów, bo nie mieli na to miejsce nikogo z lepszym wykształceniem. Wtedy była to dla mnie dobra propozycja, w końcu nie marzyłam nawet, że tak szybko znajdę pracę. Ucząc angielskiego w liceum profilowanym, 2 technikach i szkole zawodowej (w ramach jednego zespołu szkół) skończyłam studia licencjackie, a potem magisterskie. Lubiłam uczyć, z młodzieżą miałam dobry kontakt. Jednak ta cała otoczka, te wszystkie papierki, awansy, plotki i niezdrowa rywalizacja, to nie było coś, co bym nazwała szczytem marzeń. Poza tym, jako już magister o specjalności przede wszystkim tłumaczeniowej czułam, że mam mnóstwo innych możliwości. Jednak oprócz „kariery” pociągało mnie coś jeszcze – zapragnęłam znów trzymać w ramionach bobasa 🙂 I tak się stało. Pomogło mi to w podjęciu decyzji o odejściu ze szkoły. Jeszcze tego nie pożałowałam ani przez chwilę.

Zajęłam się tłumaczeniami (angielski, rosyjski i białoruski) na zlecenie; na potrzeby tej pracy powstała moja strona internetowa, bardzo prosta, ale funkcjonalna, bo pomogła w rozpoczęciu współpracy z kilkoma firmami. Tłumaczę w domu, kiedy mam czas, pozostając dostępna dla domowników. Bardzo mi to odpowiada.

Wtedy też zaczęłam prowadzić blogi. Ten blog w zamierzeniu ma być o tym wszystkim, co mnie nurtuje, a co jest związane z rolą pani domu, żony, matki i po prostu kobiety. Dla mnie osobiście ma być również narzędziem do uporządkowania materiałów na interesujące mnie tematy, które gromadzą się w zastraszającym tempie. Zapraszam do odwiedzania.

Weronika Wołkowa-Grabas

%d blogerów lubi to: