Generator infografik dla rodziców

Dodaj komentarz

Zarejestrowani użytkownicy https://www.bebiprogram.pl/ raz na parę tygodni mogą stworzyć darmową infografikę, upamiętniającą wydarzenia z życia swojej pociechy. Prezentuje się następująco:

Reklamy

Przelicznik drożdży

Dodaj komentarz

Przypominając sobie przepis na domowy chleb, który kiedyś piekłam, zaczęłam się zastanawiać, jak to jest z drożdżami, tzn. co jeśli mamy w domu drożdże świeże, a w przepisie są instant lub odwrotnie? Ponieważ zupełnie nie znam się na drożdżach, najpierw zrobiłam research w Internecie i znalazłam powtarzającą się formułkę:

7g drożdży instant (i) = 25g drożdży świeżych (ś).

 

Potem zaczęłam oglądać saszetkę drożdży instant Delecty 8g, którą akurat miałam i gdzie jest napisane, że saszetka jest odpowiednikiem tychże 25g drożdży świeżych. Przyjęłam więc uśrednioną formułę:

7,5g i = 25g ś.

 

Zatem potrzebną ilość drożdzy instant obliczymy wg formuły:

i = 0,3*ś,

 

a potrzebna ilość świeżych drożdż wg formuły:

ś = 3,33*i.

 

Ot, trochę niedzielnej matematyki 😉

—————–
Zdjęcie pochodzi z pixabay.

Nauka obowiązków

1 komentarz

We wpisie Jak naprawdę pomóc mamie? wspomniałam o pomocach wizualnych, które stosuję z moim 8latkiem, aby nauczyć go wykonywania obowiązków domowych i (przede wszystkim!) pamiętania o nich (bo ani mamy, ani dzieci nie lubią ciągle upominać lub wysłuchiwać upomnień).

Chodzi o umieszczenie w widocznym i łatwo dostępnym dla dziecka miejscu wskazówek, co i kiedy dziecko powinno wykonać. Pomocne jest stosowanie wszelkiego rodzaju szablonów / gotowców / list / grafik oraz plannerów, czyli tego wszystkiego, co po angielsku zwięźle nazywamy printables, a których pełno jest w internecie za darmo. Dostępne są w różnej kolorystyce, czasem nadają się do natychmiastowego wykorzystania, czasem coś trzeba zmienić, by nam odpowiadało. Kto ma czas i umiejętności, może również tworzyć takie rzeczy sam – szczerze mówiąc, mam ochotę spróbować, ale jeszcze nie teraz. Na razie stosuję je w wersji anglojęzycznej. Dlaczego? Po pierwsze, nie jestem Polką, z wykształcenia jestem tłumaczem języka angielskiego, a z racji pochodzenia w naszym domu zawsze są obecne języki rosyjski i białoruski, więc moje dzieci za coś naturalnego uznają mnogość języków w ich otoczeniu. Po drugie, dla oszczędności czasu. Po raz pierwszy natknęłam się na printables w wersji angielskiej, więc nie traciłam czasu na dalsze poszukiwania i wykorzystałam to, co znalazłam. Po trzecie, może to wspomóc naukę angielskiego poprzez wprowadzanie elementów językowych do codzienności dziecka. Mój 8latek był żywo zainteresowany znaczeniem wszystkiego, co jest w plannerze, więc mu wytłumaczyłam i w ten sposób nauczył się paru rzeczy nawet nie wiedząc, że to nauka.

I tak, jak to wygląda w praktyce. Stosujemy 1 planner tygodniowy i kilka grafik, opisujących różne „rutyny”, czyli czynności zawsze wykonywane o danej porze dnia.

Mamy rutynę poranną, poszkolną i wieczorną. Patrząc na nie dziecko przypomina sobie, co ma zrobić zaraz po obudzeniu się, po powrocie ze szkoły i przed snem. Rano to np. zaścielenie łóżka, poskładanie piżamy, ubranie się, umycie zębów, rąk i twarzy, uczesanie się, zjedzenie śniadania, spakowanie śniadaniówki itd. Dużo tego i właśnie dlatego dziecko potrzebuje pomocy, a jednocześnie musi czuć się samodzielne i odpowiedzialne. Grafika załatwia oba te problemy naraz. Jeśli chodzi o rutynę, wykorzystałam coś takiego (pobrane z todaysmama.com, ale nie mogę  odnaleźć bezpośredniego linku, więc można pobrać ode mnie, kolor pomarańczowy i zielony):

Plik .pdf po pobraniu jest edytowalny, więc można zastąpić widniejące tam imię imieniem własnego dziecka.

Co dalej? Wydrukowałam 3 razy (dla każdej rutyny) i odcięłam dolne części, które zostały podstawą ikonografik. Wspólnie z dzieckiem wycięliśmy potrzebne kółka przedstawiające czynnośći i wkleiliśmy do pustych kółek w tej kolejności, w której mają być wykonywane. Jeśli dannej czynności nie ma na kartce, dziecko może samo ją narysować. Potem trzeba powiesić prace w wybranych miejscach dowolnym sposobem (magnesem na lodówce, w antyramie w pokoju dziecka, w przedpokoju itd.). Od tej pory dziecko będzie wiedziało, co należy zrobić o danej porze dnia bez przypominania.

Kolejnym krokiem jest wykorzystanie tygodniowego planneru obowiązków:

Drukujemy go co tydzień i wypełniamy. Chore to obowiązek/praca domowa do wykonania. Przy name piszemy imię dziecka, przy for the week of – daty od poniedziałku do niedzieli. Responsibilities to obowiązki/zadania do wykonania, więc  wpisujemy po kolei:

  • rutyna poranna
  • rutyna poszkolna
  • praca domowa
  • angielski/karate
  • wybór mamy (to, o co mama poprosi dannego dnia)
  • sprzątanie pokoju
  • rutyna wieczorna

Kiedy zadanie zostanie wykonane danego dnia, dziecko zamalowuje kółko, kiedy danego dnia zadanie nie występuje np. karate jest kilka razy w tygodniu, a praca domowa nie jest odrabiana w weekend, w kółku stawia krzyżyk. Ponieważ ciągle coś zaznacza na kartce, najlepiej umieścić ją na lodówce. Kiedy cały tydzień jest już uzupełniony, dziecko dostaje nagrodę, uzgodnioną na początku tygodnia i wypisaną na dole szablonu przy reward for completing my chores. Warunkiem otrzymania nagrody jest nie tylko wykonanie zadań, ale przede wszystkim pamiętanie o nich przez samo dziecko. Na początku oczywiście trochę przypominamy, ale o wiele łatwiej jest rzucić „jak tam rutyna?”, niż pytać czy rozpakował, spakował, pozmywał, pozbierał itd.

Oczywiśćie każdy może wpisywać własne rubryczki i w dowolny sposób dostosowywać wszystko do własnych potrzeb. Najważniejsze wytumaczyć dziecku, o co chodzi w każdej rubryce czyli czego oczekujemy (np. że będzie pamiętał, że dzisiaj mamy karate i będzie gotów do wyjścia na czas), a potem wspólnie wszystko przygotować, co jest fajne już samo w sobie.

I myślę, że za parę lat, kto wie, może i wcześniej, dziecko zechce samo sobie coś takiego przygotować, wg własnego pomysłu i uznania, bo już będzie umiało planować i organizować własny czas oraz będzie pamiętało o obowiązkach wobec domu i szkoły. Czyż to nie będzie cudowne? 😉

Świąteczne origami – czapka, rękawiczki i buciki Mikołaja

Dodaj komentarz

Schab po kupiecku

Dodaj komentarz

Wzięte stąd.

Jak naprawdę pomóc mamie?

1 komentarz

Pomoc gospodyni (zwłaszcza dużego) domu uważam za rzecz bardzo niełatwą. Często trudno takiej dogodzić, sama wie i umie wszystko najlepiej, natomiast nie umie o pomoc prosić, a zapytana najczęściej odpowie, że da sobie radę. I pewnie najczęściej będzie miała rację. Wiem, bo sama taka jestem, choć staram się nie być. Po pierwsze, dlatego że ten, kto pomaga, daje cząstkę siebie i należy to docenić. Po drugie, trochę pokory! Inni też umieją to i owo 😉 Po trzecie, dzieci powinny pomagać w domu, wyjdzie im to tylko na dobre. Istnieje jednak pewien dla mnie fenomen w postaci sytuacji, kiedy naprawdę się jest w potrzebie, a udzielana pomoc jest niewystarczająca. Mam na myśli sytuacje takie jak choroba lub dajmy na to połóg, zwłaszcza po cesarce. Otóż, pomocnicy są i pomoc jest okazywana, jednak wspomagana nie czuje się „wspomożona”, i choć tym razem jest gotowa poprosić, nie bardzo jej to wychodzi…

Zastanawiając się nad tym, w czym tkwi problem, przypomniałam sobie następujące zdarzenie. Wiele lat temu gościliśmy na Wigilię u byłej już dla mnie teściowej. Ludzi było sporo, więc każdy dostał jakieś zadanie. Mnie wypadło smażyć karpia. Tzn. góry karpia, ale… to była najłatwiejsza dla mnie Wigilia od momentu, kiedy zaczęłam prowadzić dom. Nie żebym uwielbiała smażyć, ani też nie byłam wtedy jakimś w tym wirtuozem, i nie poszło zbyt szybko. Jednak nie to było najważniejsze. Najwspanialsze było to, że moja odpowiedzialność ograniczała się do tej jednej rzeczy i nic innego nie miałam na głowie! Nie musiałam pilnować wszystkiego i gorączkowo się zastanawiać, czy o czymś nie zapomniałam. Miałam usmażyć na czas tego karpia – the end!

Jaki z tego płynie wniosek? A no taki, że najbardziej ciąży nie wykonywanie poszczególnych zadań, tylko odpowiedzialność za nie wszystkie. Zatem drogie starsze dzieci, drodzy mężowie, jeśli naprawdę chcecie pomóc, nie czekajcie, aż zostaniecie poproszeni. Ani nie pytajcie, co w tej chwili jest do zrobienia. Bo do zrobienia jest tyle, że samo wyliczenie będzie męczące. Zamiast tego weźcie na siebie odpowiedzialność za coś konkretnego i pilnujcie tego konsekwentnie. Chcesz, bym się zajęła praniem? Tak? Ok, to parę informacji – jak często, w jakim proszku, gdzie powiesić, jak poskładać, co uprasować, gdzie odłożyć – i działamy dalej bez przypominania. Kiedy kobieta zauważy, że nie musi już o tym myśleć, poczuje niesamowitą ulgę i na pewno doceni, gwarantuję!

A co z młodszymi dziećmi? Takimi, które już coś potrafią, ale trzeba im wciąż przypominać (jak mój 8latek)? Myślę, że takie dzieci powinnyśmy zacząć uczyć pamiętania o obowiązkach i pomaganiu jak najwcześniej. Ja stosuję system pomocy wizualnych, który naprawdę działa, nie jest uciążliwy dla mamy i dobrze motywuje dziecko. Poniżej nasz podstawowy szablon pobrany stąd, ale mamy też kilka mniejszych – o zastosowaniu ich wszystkich będzie jeden z następnych wpisów.

Pomagajcie i doceniajcie pomoc! 🙂

P.S. Jeśli naprawdę szybko potrzebujesz zrobienia czegoś konkretnego, a chętnych brak, zastosuj następujący „chwyt”: daj do wyboru 2 zadania – jedno, które chcesz mieć szybko zrobione, i drugie, którego dana osoba nie znosi. Jeśli potrzebujesz błyskawicznego obrania ziemniaków, powiedz dziecku, które nie znosi zmywać: „Wolisz obrać ziemniaki czy pozmywać naczynia?” Efekt murowany 🙂

Elastyczny system zarządzania czasem „NIEenergicznej mamy”

Dodaj komentarz

Systemów zarządzania czasem jest bardzo wiele i wszystkie mają swoje wady i zalety. Uważam, że lepsze od ślepego trzymania się któregoś z nich jest dobieranie poszczególnych elementów i ich wpasowywanie do własnego systemu i własnej wyjątkowej sytuacji życiowej, niezależnie od tego, czy jest się mamą, czy nie, czy się pracuje w domu czy poza domem.

Poniżej przedstawiam system autorstwa Eugenii Jemieljanowej, która sama się przedstawia jako „mama NIEenergiczna” – inspiracja pochodzi stąd (j. rosyjski), natomiast wszystkie rozważania są moje własne.

Myślę, że wiele kobiet spotkało się chociaż raz w życiu z okresem braku energii, kiedy samo wstanie z łóżka wydaje się wyczynem ponad siły. Jednak dzieci czegoś takiego nie uznają i każda mama wie, że taki mały motywator (albo ich większa liczba) sprawia, że musisz i już. Dla takich właśnie sytuacji Eugenia wymyśliła system planowania działań, który przede wszystkim ma być elastyczny. Działania dzielimy na 7 dni tygodnia tematycznie, jednak żaden z takich dni nie musi być konkretnym dniem tygodnia, oprócz niedzieli, która jest na stałe przywiązana do rodziny, przyjemności, a także spraw wiary, jeśli kogoś to dotyczy. Zatem mamy 6 tematycznych dni, które można zamieniać miejscami w zależności od samopoczucia:

  • Dzień czystości,
  • Dzień piękności,
  • Dzień dużych projektów i spraw odłożonych,
  • 3 Dni gotowania (gotuje się danego dnia na 2 dni),
  • oraz Dzień dla duszy (niedziela).

Działania rutynowe są włączone w każdy dzień, ponieważ są rutynowe 🙂

  1. Dzień czystości to dzień, kiedy mamy najwięcej energii. Mamom, które mają maluchy cały czas przy sobie, polecam angażowanie w proces sprzątania nawet najmłodszych. Ma to mnóstwo zalet. Niemowlak w chuście wtuli się w mamę i nie będzie musiała co chwila go uspokajać. Własne miotełka i szufelka zachwycą zarówno dziecko 7-8 miesięczne, 1- 1,5 roczne, jak i dwulatka. Dwulatek zresztą będzie chciał też odkurzać, wycierać kurze i podawać pranie. Starsze dzieci mogą (i moim zdaniem powinny) już mieć stałe obowiązki, ale to osobny temat. Może się też zdarzyć, że akurat tego dnia dziecko nie ma ochoty na sprzątanie. Miejmy wtedy w zanadrzu jego ulubione nagrania (polecam powrót do słuchowisk np. nigdy nie nudzący nam się cykl „Bajki Samograjki” – patrz video pod wpisem) albo zabawki, z którymi nieczęsto ma do czynienia. Owszem, maluch będzie też pewnie rozwalać to, co przed chwilą zrobiłaś, ale najlepiej potraktować to jako ćwiczenie cierpliwości, a zamiast audio dla dziecka można włączyć sprawdzoną muzykę, która zawsze poprawia Ci humor. Sprawdzi się tutaj również przenośny odtwarzacz, który w przeciwieństwie do nowoczesnych gadżetów nie będzie kusił sieciami społecznościowymi i pozwoli pozostać skupioną na wytyczonych zadaniach.

  2. Dzień piękności własnej i domu należy do tych z kategorii mniej męczących. Zadbaj o siebie, naprawiaj zabawki, książki i/lub ubrania, zajmij się tworzeniem ozdób itd. Pamiętaj o zajęciu malucha podobnymi sprawami i o wariancie B, jeśli nie będzie miał ochoty rysować czy lepić.

  3. Dzień dużych projektów i spraw odłożonych może zawierać wszelkie zadania do załatwienia poza domem, a także większe prace domowe, jak mycie okien, rozmrażanie lodówki itp., jest więc dniem bardziej wymagającym.

  4. Dni gotowania powinny być umieszczone pomiędzy dniami o innej tematyce, wtedy system gotowania od razu na 2 dni będzie miał sens. Autorka zalicza do tych dni również niezbędne zakupy, ja jednak jestem zwolenniczką planowania menu na cały tydzień i robienia zakupów raz w tygodniu, np. wtedy kiedy inni dorośli domownicy mogą nam w tym pomóc, albo i wyręczyć. Od męża często słyszę o panach chodzących po supermarketach z listami zakupów i skupieniem na twarzach – wspaniały trend 🙂 Na dzień takich zakupów najlogiczniej wybrać sobotę. Ja robię rano plan menu i listę rzeczy do kupienia, którą wręczam potem mężowi lub starszemu synowi, i załatwione.

  5. Dzień dla duszy – niedziela: odpoczywaj, angażuj rodzinę do wspólnych zabaw i zajęć, które sprawiają przyjemność. Spędźcie ten czas naprawdę razem, a nie każde z własnym gadżetem.

Myślę, że system jest całkiem przyjemny, zwłaszcza dzień piękności, kiedy bez wyrzutów sumienia można odpocząć w środku tygodnia. Zachęcam do wypróbowania! I jeszcze raz powtórzę: nie kopiujmy całego systemu, wyobraźmy, co u nas zadziała, a co nie, i wybierzmy to pierwsze.

A oto obiecana Bajka Samograjka (jedna z kilku dostępnych) – moje dzieci ją kochają:

Older Entries

%d blogerów lubi to: